Ciągle bez coacha?!

platanina_coaching

Nie możesz wi­nić lus­tra za to, że od­bi­cie ci się nie podoba.

Mikołaj Gogol

Czy masz już coacha?

Jeśli nie, możesz w znaczący sposób ograniczać swój sukces zawodowy. Według coaches.com, dobry coach zapewnia bezpieczne środowisko do rozwoju, w którym możesz zobaczyć siebie ze wszystkich stron i pomoże Ci zidentyfikować luki pomiędzy tym, gdzie aktualnie jesteś, a gdzie chciałbyś być. Coach pomaga zidentyfikować istotne aspekty Twojego życia i skupić się na tym, co ważne i co przyspiesza Twój sukces.

Dobry coach sprowokuje do głębszego wglądu w siebie i celowego myślenia w kierunku działania i zmian. Głębszego i bardziej celowego niż w kiedy próbujesz samodzielnie. O ile… w ogóle znajdziesz na to czas i potrafisz zapewnić sobie warunki do głębokiej, autorefleksji. I jeśli potrafisz samodzielnie stawić czoła temu, co zazwyczaj zmiatasz “pod dywan” – swoim ograniczeniom, niekompetencjom czy brakom.
Jesteśmy jedną skończoną osobowością. Nawet przy założeniu, że jesteśmy rzeczywiście zdyscyplinowani, poświęcamy konkretną ilość czasu na refleksję nad sobą i efektywne planowanie zmian, rzadko posiadamy zdolność wygenerowania pomysłów wykraczających poza naszą własną perspektywę i punkt widzenia. Nie wszyscy też posiadają umiejętność kreatywnego myślenia. A przecież jeśli działanie odbywa się według tego samego lub podobnego schematu, trudno spodziewać się nowych rezultatów. Ludzie, którzy rzeczywiście zmienili coś w swoim życiu, musieli zacząć widzieć wiele spraw inaczej i zacząć działać w nowy sposób. Samotnie jednak trudno nam będzie ten nowy sposób znaleźć. Coach może być też potężnym zasobem przy budowaniu osobistej marki, kwestii kluczowej, jeśli planujesz przemyślane ruchy w karierze.
Coaching ma wymierny wpływ na wyniki finansowe organizacji. Według badań International Coach Federation, 60% respondentów z organizacji o kulturach silnie coachingowych twierdzi, że ich firmy notują dochody powyżej średniej, w porównaniu do podobnych firm, które coachingu nie stosują.
Twoja firma może być pcha cię w jednym kierunku, przełożony daje Ci porady na podstawie własnych i organizacji kryteriów. Coach pomoże Ci określić, co jest naprawdę ważne dla Ciebie i pomoże Ci skupić się na tym. Pomoże Ci zidentyfikować słabe punkty. Będzie z tobą szczery. Może pomóc Ci w zdecydowaniu o tym, w co zainwestować Twój czas i energię aby osiągnąć najlepsze rezultaty i przemierzyć dystans z punktu A do B szybciej niż dałbyś radę na własną rękę.
A ile to jest warte?
Innowacyjne firmy rozumieją, że coaching może pomóc w istotny sposób zwiększyć wydajność pracowników. Inwestują one w programy coachingowe dla przywódców i osób o wysokim potencjale. Czy jednak tym z Was, których szef i dział HR nie wytypował do procesu coachingowego, opłaca się czekać aż ten dzień nadejdzie, czy też lepiej wziąć sprawy w swoje ręce? Możesz jeszcze porozmawiać ze swoim przełożonym lub specjalistą z działu personalnego. Być może będą skłonni zainwestować w coaching dla Ciebie. A jeśli nie?
DIY! Sam pomyśl o coachingu jako o inwestycji, a nie o koszcie. Tak aby Ci, którym udało się dostać coacha od organizacji nie dotarli na metę szybciej niż Ty. Bez niego.

Witaj Nowy!

2014_2015

LUDZIE, SAMOROZWÓJ, WYTRWAŁOŚĆ

Słowa klucze minionego roku.

Ludzie.

W 2014 poznałam fantastycznych ludzi. Kontakt z każdą z tych osób był zawsze pouczający i stanowił nowe odkrycie. Często był też niesamowitą inspiracją. I po wielokroć czystą przyjemnością, radością z przebywania z drugim człowiekiem. Nawiązałam kilka szczególnie silnych relacji i przyjaźni, które były mi wsparciem i podporą w chwilach trudnych. Odnowiłam kilka dawnych przyjaźni i to doświadczenie też było wielką niespodzianką. Mogłam znowu polegać na tych, którzy po raz kolejny potwierdzali, że są prawdziwymi przyjaciółmi. Miałam przy sobie moich Najbliższych. Dostałam bardzo wiele bezinteresownego wsparcia.
 Dostałam też parę drobnych rozczarowań. Jestem za to wszystko niezmiernie wdzięczna.
W pracy warsztatowej ogromną satysfakcję dało mi to, że ludzie do mnie przychodzili, a potem wracali. Że najwyraźniej jest coś co potrafię im dać, co ma dla nich istotną wartość. Albo że to właśnie mnie wybrali za przewodnika jakiejś ścieżki swojego życia. To jest wspaniałe, cudowne uczucie. To jest to, co mnie buduje na przyszłość. Jestem wdzięczna tym osobom, że były. Dziękuję im też za przekazywanie mi informacji zwrotnej. Bo nie ma wielu lepszych środków służących tak dobrze zmianie na lepsze.
Aktywnie współpracowałam ze Stowarzyszeniem Polka Potrafi w Piasecznie oraz Fundacją Liderek Biznesu. To są nieocenione doświadczenia. A niedawno nawiązałam współpracę z wiodącą firmą szkoleniowo – doradczą Grupa SET® jako trener programu DNA Menadżera Akademii SET® i niecierpliwie wyczekuję rozwoju tego projektu. Moją wizytówkę trenera można znaleźć tutaj:
http://grupaset.pl/portfolio-item/dorota-pohl-barbeitos-da-costa/

Samorozwój.


Rok 2014 przypominał rafting przez burzliwą rzekę, pełną uskoków. A czasem i pod prąd. Czasem bolało. Doświadczyłam wielu chwil mocy i paru chwil słabości. Zdecydowałam się pójść pod prąd i wytrwałam. Spróbowałam nowych rzeczy, które były wyjściem poza strefę komfortu. Prawie wszystkie pokochałam. Teraz ta strefa komfortu jest większa.
Byłam wsparciem i byłam wspierana. Dziś nie wyobrażam sobie, że mogłam tej drogi nie przebyć. Było to wspaniałe i pouczające doświadczenie, dzięki któremu dziś jestem inną osobą. A przede wszystkim jestem gotowa jeszcze bardziej, by dzielić się i inspirować innych tym, czego sama się dowiedziałam.

Wytrwałość
.

Walka o wytrwałość wydawała się wyzwaniem sama w sobie. Zdawało mi się, że mam braki w tym obszarze i postanowiłam solidnie go przećwiczyć w minionym roku. Eksperymentowałam. Doświadczyłam na własnej skórze tego, co wspiera, a co ogranicza w byciu wytrwałym. Dzięki temu – Eureka! – Tak, stałam się wytrwałym i cierpliwym człowiekiem. Nauczyłam się nowych sposobów radzenia sobie z przeciwnościami w osiąganiu celu. Szacowania realnie czasu potrzebnego na wykonanie zadania. Bo nie ma nic bardziej frustrującego, niż nierealnie oszacowany czas i zasoby. Nie zatraciłam się nawet w nudnych i monotonnych szczegółach, przez które musiałam koniecznie przejść, by osiągnąć swój cel. Przeczytałam do końca kilka pasjonujących książek. Doprowadziłam do końca kilka ważnych projektów.  Zrealizowałam marzenie o własnej marce i stworzyłam sklep internetowy pohlandia.com. Tworzenie własnej marki było samo w sobie poligonem doświadczalnym wytrwałości. Nie poddałam się nawet na najtrudniejszych wybojach. I choć dedykuję swoje życie zawodowe coachingowi, trenerstwu i wspieraniu innych w rozwoju uważam, że było warto, a zgromadzone doświadczenia są i pozostaną bezcenne. Rozpoczęłam regularny trening biegowy. Najpierw od zera do 5 km. Po kilku miesiącach otrzymałam swój pierwszy medal za bieg na 10 km.

Rok 2015 będzie nowym wyzwaniem. Postanawiam, że będzie to dobry i ekscytujący rok, w którym osiągnę nowe, jeszcze odważniejsze cele. O niektórych wkrótce napiszę. 

Życzę Wam, abyście za rok o tej samej porze mogli popatrzeć ze zdumieniem na zadziwiające rzeczy, jakie udało się Wam osiągnąć.
I żebyście mieli przy sobie przyjaznych ludzi. Chyba, że Waszym celem jest samotny rejs…

Bardzo Szczęśliwego Nowego Roku!

O wstydzie

WSTYD_banner_blog

W duszy człowieka jest tyle piękna, że bez wstydu powinien ją ujawniać..
.”

Mikołaj Gogol

Ten tekst jest dla tych, którzy zbyt często siedzą w ukryciu. Dla perfekcjonistów, którym trudno jest docenić to, co już zdobyli.

“Nic takiego wielkiego jeszcze nie udało mi się osiągnąć”…
“Inni to robią naprawdę fajne rzeczy…”
Kiedy przychodzi do nazwania po imieniu własnego sukcesu, trudno jest być obiektywnym. Często stawiamy sobie poprzeczkę na tyle wysoko, że wydaje nam się, że warto docenić się tylko wtedy, kiedy pokonamy już naprawdę wszystkie schody i dotrzemy do celu. W czasach tak rozpędzonych jeśli chodzi osiąganie sukcesu, szczególnie “niemodne” jest bycie poza szczytem. Kontekst otoczenia staje się niezwykle istotny. Nieustannie się porównujemy z kimś innym, wciąż miarą naszych własnych “osiągów” i szczęścia jest tak naprawdę sukces (lub jego brak) u innych. Nasza własna osobista miara, nasze wartości, to co dla nas naturalne, w co wierzymy, przysypane zostaje tym, w co powinniśmy mierzyć, w co wierzyć i jak żyć.
 Zatem albo w ogóle mamy problem z formułowaniem celów, albo są one na tyle ambitne, że niełatwo się nam prawdziwie docenić.
Kiedy przychodzi nam mówić o naszych osiągnięciach, planach czy zamiarach, pojawia się jakiś rodzaj wstydu, zażenowania. Że to jeszcze za mało. Że jeszcze tak mało nam się udało. Kiedy nasze negatywne przekonania dochodzą do głosu, niełatwo jest być wobec siebie obiektywnym. Przekonania te niełatwo jest w ogóle zauważyć. Najczęściej przechodzimy nad nimi do porządku dziennego, dalej mierząc w nasz wysoki cel i nie patrząc jakoś szczególnie na to, co dzieje się z nami po drodze. A czasem zaczyna brakować nam sił i energii. Gdzieś po drodze tracimy ufność i wiarę w osiągnięcie celu. W jakimś sensie tracimy być może wiarę w siebie… I kiedy mamy szansę powiedzieć o tym, co u nas słychać, co się nam udało, trudno jest nam się przyznać do sukcesu. Często pojawia się zażenowanie, jakiś rodzaj wstydu, że to ciągle za mało i… “kładziemy skrzydła po sobie”.

W chwilach, kiedy mamy szansę przyjrzeć się sobie i swoim osiągnięciom w sposób obiektywny, na przykład w kręgu bliskich i przyjaciół, dochodzi do głosu inny, szerszy punkt widzenia. Możemy usłyszeć: “Ty to jesteś niesamowita/niesamowity”, “Jak tobie się to wszystko udało”. Nasz wewnętrzny krytyk każe nam czasem te opinie zbyt szybko ujarzmić – myślimy wtedy: “No tak, chcieli być dla mnie mili”.

W pracy coachingowej lub warsztatowej, mamy szansę przyjrzeć się obiektywnie temu, w jaki sposób wyrażamy swoje myśli, i, na ile są one prawdziwe. Kiedy przychodzi moment uświadomienia sobie faktów, rzetelnego i obiektywnego “wypunktowania” naszej rzeczywistości, tego, co dokładnie zrobiliśmy, co już nam się udało, nagle jak “eureka” pojawiają się zaskakujące odkrycia. Ostatnio usłyszałam na przykład: “Wiesz co, jak tak sobie to teraz podsumowuję, to całkiem sporo tego” i “Kurczę, chyba naprawdę udało mi się coś osiągnąć!” Mając czas na refleksję, dopuszczając do głosu fakty obiektywne ale i nasze pozbawione lęku myśli, zauważamy wreszcie, że wiele zależy od sposobu myślenia.
Wstyd i zażenowanie czy nieśmiałość to tak naprawdę nic innego jak lęk i strach.
Lęk i strach to brak pewności siebie. Lęk i strach podcina nam skrzydła.
Wstyd jest strachem!

Warto się odważyć…
 Odwaga jest jak bateria słoneczna, jak zastrzyk energii. Kiedy się odważycie, poniesie Was daleko.
Namawiam Was gorąco do przepracowania swojej własnej opowieści o sukcesie. Przemyślcie “na zimno” wszystkie fakty, sumiennie przyjrzyjcie się temu, co już dzisiaj macie. Nawet jeśli nie jesteście jeszcze tam, gdzie kiedyś być planujecie,
z pewnością po drodze nazbieraliście już dość doświadczeń i wiedzy by zacząć
o tym mówić prawdziwie, rzetelnie i bez wstydu.

Iść czy zostać…?

stay_or_go

Should I stay or should I go?

Mick Jones / The Clash

Potrzeba zmiany w życiu zawodowym jest przejawem naturalnego procesu zmian, jakie w nas zachodzą. Po pierwsze dojrzewamy, doskonalimy swoje umiejętności i kompetencje i przychodzi moment, kiedy domagają się one nowej przestrzeni. I nowych wyzwań. Zmiana często bywa też efektem przewartościowań w życiu. Z czasem zaczynamy cenić inne wartości niż na początku drogi zawodowej. Bywa też, że stajemy w obliczu konieczności zmiany pracy lub poszukania nowego zajęcia. Możemy też w którymś momencie mocno doświadczać upływu czasu, który “popędza nas” do zmiany, do samorealizacji, do powołania do życia czegoś nowego, ważnego, co po nas zostanie.
W myśleniu o zmianie towarzyszą nam różne emocje i wglądy. Jedne dodające nam mocy i wiary: wierzę, potrafię, umiem, dam radę. Inne, działające czasem jak kajdany, a czasem jak dymne zasłony.
Kajdany to wszelkie negatywne przekonania i ograniczenia jakie zgromadziliśmy na swój temat. Na przykład: “nigdy nie nadawałam się do takich zadań”, “nie potrafię rozmawiać z szefem, irytuje mnie i nie potrafię tego zmienić”, a w myśleniu o własnym biznesie, jakie często pojawia się n.p. po latach pracy w korporacji: “nie warto zaczynać teraz od nowa”, “to za duże ryzyko”.
Zasłony dymne, jak je nazywam, bywają przekonaniami ograniczającymi, ale bywają też opiniami, które wynikają z nie dość dokładnego rozeznania szans i zagrożeń, mocnych i słabych stron. Czasem zatem blokują nas i nie pozwalają iść dalej, a czasem pchają nas w nieznane bez rozsądnego rozeznania realiów w ich pełni.
Jeśli nowy pomysł na życie zawodowe “pachnie” nam większą wolnością, swobodą podejmowania decyzji, pracą zgodną z naszym hobby, pozostajemy w stanie bardzo wysokiej motywacji, czegoś w rodzaju “hurra-optymizmu”, który nie zawsze pozwala nam dostrzec realne zagrożenia. 
Szansę na obiektywne przyjrzenie się tym realiom daje dogłębny wgląd w naszą sytuację. Warto, rozważając życiową zmianę o istotnych konsekwencjach, obiektywnie, dokładnie i z każdej strony przyjrzeć się wszystkiemu temu, co już mamy i jak to może się zmienić jeśli zmienimy nasze życie. Przeanalizujmy koniecznie aktualną sytuację osobistą, zawodową, materialną, jak i zasoby zgromadzonych przez lata kompetencji. Zobaczmy, jak wygląda grono osób bliskich, które mogą udzielić wsparcia, itd. Ale weźmy też pod uwagę jak te wszystkie obszary mogą zmienić się w obliczu zmiany sytuacji zawodowej. Możemy skorzystać z pomocy dobrego coacha. Poświęci on dużo czasu na to, abyśmy gruntownie przyjrzeli się swojej aktualnej sytuacji i możliwym konsekwencjom zmian życiowych. Przed ostateczną decyzją trzeba rozwiać owe “dymne zasłony” i stanowczo spojrzeć twarzą w twarz realiom.
Zatem – do przodu! Ale z dobrym wyposażeniem, czyli samoświadomością i rozeznaniem realiów.

“Expect the best, be prepared for the worst”.

Dorota

Fotografia dziewczynki: http://justimagine-ddoc.com/photography/lets-play-with-perspective/?pid=2846
Schody: archiwum autorki

O motywacji.

o_motywacjiZacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz.

Arthur Ashe

Zostałam poproszona o to, aby napisać na blogu o motywacji. Przez osobę, która uważa, że jestem w tym najlepsza…

Im dłużej zastanawiałam się nad wyzwaniem, tym bardziej wiedziałam, że… NIC NIE WIEM!

A raczej, że to co wiem, albo kiedyś wiedziałam o motywacji, przestało być oczywiste. 

Istnieją tony wiedzy i publikacji na ten temat. Wiele z nich mówi o tym, że każdy z nas ma zakodowane motywatory, które na nas działają. Wynikają one z naszych wieloletnich doświadczeń, charakteru, cech umysłowych. Jednych motywuje sukces, innych pieniądze, jeszcze innych wizja efektu, a jeszcze kogoś – porcja szarlotki ze śmietaną. 
Zazwyczaj bardzo ważne jest poczucie celowości działania. Nasz cel powininen być ambitny ale i mocno angażować nas emocjonalnie. Jednak po długich przemyśleniach, analizie własnych doświadczeń, doświadczeń z sesji coachingowych, które prowadzę, doszłam do wniosku, że pragnę napisać o tym, co nas zazwyczaj… nie motywuje!
 O motywatorach nieodkrytych.
Każdy z nas jest  “jakiś”. Ma „jakiś” charakter, „jakieś” doświadczenia i to, co zazwyczaj mu się sprawdza, co go motywuje i co rozprasza.
Ale przecież o motywacji mówimy w kontekście ZMIANY. W kontekście motywacji “do”. Dojścia do czegoś nowego. Osiągnięcia jakiegoś celu czy zamierzenia.
Jak jednak osiągnąć to, co nowe, spełnić marzenia, których dotychczas spełnić nam się nie udało, bazując tylko na tym, co już wiemy, co dotąd osiągnęliśmy i co już sprawdziliśmy? Czy bazując tylko na tym, gdzie teraz jesteśmy i co teraz wiemy, możemy w pełni doświadczyć spełnienia nowych marzeń i celów?

Jakiś czas temu podjęłam decyzję o realizacji zupełnie nowego projektu. Wykraczał on poza moje umiejętności, wiedzę i doświadczenie. Po prawie roku pracy projekt wreszcie ujrzy światło dzienne. Aby dojść do punktu, w którym jestem teraz, musiałam przełamać mnóstwo własnych ograniczeń. Jednymi z nich było odkładanie wszystkiego na później i niechęć do skrupulatności. Projekt wymagał jednak mojego zaangażowania w niezliczoną ilość detali. Nigdy nie podejrzewałabym się o to, że znajdę w tym… motywację! Na początku strasznie mi się nie chciało. Praca nad detalami, przyzwyczajenie się do niej, wymagało walki i determinacji. Parę razy chciałam się poddać, odkładałam na później. Ale kiedy przez pewien czas realizowałam krok po kroku swoje zamierzenia, okazało się, że znalazłam swoją metodę pracy. Odkryłam swój ulubiony moment w skali dnia na tego typu aktywność. I mnóstwo przyjemności w tym żmudnym dłubaniu w szczegółach. W tym, że widziałam, jak z każdym zrealizowanym szczegółem zmniejsza się dystans do pokonania, a za mną coraz dłuższy – przebyty. Teraz fakt, że projekt jest prawie gotowy w sposób oczywisty dodaje mi skrzydeł. Musiałam jednak stoczyć walkę sama ze sobą, aby zobaczyć, że praca nad szczegółami może być również dla mnie angażująca i motywująca.

Kolejnym przykładem jest bieganie. Nie mogę jeszcze się nazwać wytrawnym biegaczem. Wciąż pracuję nad systematycznością treningu, a teraz również nad tym, by zacząć biegać również rano (moje ograniczenie jest takie, że rano mam tak niskie ciśnienie, że to nie pora na wysiłek. obiecuję Wam jednak je przełamać 🙂 ). Jednak mimo tego, że moje doświadczenie biegacza jest dość skromne, przełamałam już dawno własne przekonanie o tym, że bieganie jest nie dla mnie, że jest nudne i męczy. Teraz widzę, ile mi dodaje energii, jak smakuje zmęczenie doprawione dopaminą i jak organizm sam domaga się treningu.

„Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz.”

“Zacznij tam gdzie jesteś.” To jest nasz punkt “zero”. Start. Decyzja.
“Użyj tego co masz.” To jest to, co udało nam się zebrać do tej pory. Nasza wiedza, doświadczenie, umiejętności, osoby, które nas otaczają, sposób myślenia. I to, co do tej pory nas motywowało.
A “zrób to co możesz”? No właśnie… Co możesz? Na pewno to, co mogłeś do tej pory. Ale czy tylko…? Mamy przecież tę niepowtarzalną możliwość wychodzenia poza własne granice. Poza to, co działało do tej pory. A właśnie tam, za barierami własnych dotychczasowych doświadczeń, znajdziemy nową prawdę o sobie i nowe “motywatory”, o które się nigdy nie podejrzewaliśmy. Zatem obierz kurs na cel, ale realizując go, zrób coś, czego do tej pory nie robiłaś / nie robiłeś.

Bo zawsze możesz więcej, niż do tej pory.
Jeśli chcesz być w nowym miejscu, osiągnąć to, co NOWE, MUSISZ wyjść poza swoje „DOTYCHCZAS”.
Zacznij od małego szczegółu.

Powodzenia!

Czas zmarnowany

czas zmarnowany_banner_blog

Czas zmarnowany nie istnieje we wspomnieniach.

Stefan Kisielewski

Jedna godzina może trwać wieczność, a może minąć jak oka mgnienie. Podobnie rysują się w pamięci zdarzenia przeszłe. Ta jedna godzina, czasem dzień czy dwa, wypełnione rzeczami ważnymi, tkwią w naszym wewnętrznym dzienniku długo, często pozostają tam na zawsze. A te wszystkie godziny i dni niezliczone lecz do siebie podobne i nienaznaczone niczym szczególnym, zlewają się jak magma w jedną bezkształtną masę, która potrafi wypełniać naszą przeszłość po brzegi. Jak wiele macie w pamięci takich dni, które zapamiętane będą na zawsze, bo naznaczone zostały jakimś szczególnym działaniem, może niespodzianką, podróżą, zaskoczeniem, wartością? A jak pamiętacie dni do siebie podobne, które wtedy, gdy akurat się działy, wydawały się ważne? Biegaliśmy przecież jak mrówki, żeby ze wszystkim zdążyć, odbywaliśmy ważne biurowe narady, gotowaliśmy obiady, jechaliśmy samochodem szybciej niż zazwyczaj, by zdążyć do jakiegoś sklepu, potem jeszcze odebrać dzieci ze szkoły. Co z takich dni minionych pozostało w waszej pamięci? Czy tamta narada w biurze, czy wyjątkowo ładne ziemniaki, które udało się dostać do obiadu? Im jesteśmy starsi coraz częściej dostrzegamy, że czas jakby płynie coraz szybciej, że rok 2013 minął zdecydowanie szybciej niż 2012 i większość poprzednich, choć miał przecież tyle samo dni.

Czy musimy akceptować przekonanie, że tak to już jest, że z czasem życie przyspiesza?

Rutyna jest nam potrzebna, aby uporządkować codzienność, płynnie przebyć wszelkie codzienne obowiązki i dać nam poczucie stabilności i kontroli. Jednak, jak we wszystkim, warto zwrócić uwagę, czy poddając się jej nadmiernie sami nie ograniczamy naszego czasu do małowartościowej smugi, która kiedyś w przyszłości wytnie nam z naszego życia kawał możliwości i szans na zrobienie czegoś ważnego. Rzadko również to “coś ważnego” ma szansę powstać w świecie, z którego nadmiernie eliminujemy inspiracje, zaskoczenie, ciekawość. Jeśli wracamy do domu z biura zawsze tą samą asfaltówką, trudno będzie dopatrzeć się w niej źródła iluminacji. Jeśli jednak wybierzemy czasem inną ścieżkę, którą jeszcze nie podążaliśmy, może inny środek lokomocji, a może miejsce, w którym jeszcze nigdy się nie zatrzymaliśmy na dziesięciominutowy spacer, szczegóły tych nowych miejsc czy zdarzeń wywołać mogą bieg myśli inny niż co dzień. Taki, który dostarczy nam nowych refleksji i pomysłów, a czasami jak prawdziwa kreatywna burza obudzi w nas nici myśli i skojarzeń, które utkają drogę do tego, co moglibyśmy jeszcze w życiu ciekawego zrobić. Tylko jeszcze nie daliśmy sobie na to okazji…

A gdyby tak “zmarnować” chociaż jedną godzinę mniej w tygodniu, wypełnić ją czymś ważnym i nowym i zobaczyć, jak to zmieni nasz bieg wydarzeń? I… czas, który został nam dany.

Bieg z przeszkodami

konie_biegną

Aby poznać siebie, trzeba się wystawiać na próbę. Tylko tak może się przekonać każdy, na co go stać.

Seneka Młodszy



Mam szczęście znajdować się w pięknym miejscu i kraju, jednak nie są to tylko wakacje. Dni są pracowite, czasem trudne. Nie zawsze udaje mi się znaleźć choćby godzinę na plażowanie.
Ponadto postanowiłam, że odkładam pokusy na bok, jem zdrowo i wracam do biegania.
Dawno temu, jeszcze jakiś rok temu, myślałam, że bieganie jest nie dla mnie, że nie lubię tego rodzaju aktywności i że dla mnie jest tylko taniec lub pływanie (pływać prawdziwie uwielbiam). 
Jednak za namową przyjaciół postanowiłam spróbować biegania.

Zaczynasz trening. Biegniesz przez chwilę i od razu wszystko w środku Ciebie próbuje Cię zatrzymać. Najpierw pojawiają mi się głosy: “Przestań, za mocno dzisiaj wieje”, albo: “Bez butów po piachu? Odpuść, pobiegniesz jutro”. Potem gubisz oddech i dostajesz zadyszki. Możesz przestać, możesz po prostu się zatrzymać. Ale możesz też pomyśleć: “W gruncie rzeczy mnóstwo ludzi biega i jakoś daje radę, więc dlaczego nie ja?” Zatem zwalniasz na jakiś czas, na tyle, aby oddech wrócił. I okazuje się, że dostajesz nowej siły. I biegniesz, biegniesz. A nawet łapiesz się na tym, że biegniesz z uśmiechem! Po jakimś czasie pojawia się kolejny kryzys. Brakuje oddechu, może pojawić się kolka. Możesz pomyśleć: “Ech, dziś mam wyjątkowo słaby dzień” albo “Więcej już nie dam rady”. I przerwać. Ale możesz też zwolnić, skoncentrować się na tym, aby wrócił prawidłowy oddech, pomyśleć o tym, że przecież ten trening ma swój koniec i sporo już za nami. I dalej, do przodu!
Kiedy kończę swój trening, ten “bieg z przeszkodami” moich wewnętrznych głosów, robię kilka rozciągających ćwiczeń i odpoczywam. I zadziwiające jest to, że zamiast mieć ochotę paść na sofę, dostaję przypływu energii i fantastycznego humoru (ruch to endorfiny!).

Piszę o tym, bo w gruncie rzeczy każde wyzwanie, każdy nowy cel, to taki trening biegacza.
Najpierw “nowe” wydaje się w ogóle niemożliwością. Nie pasuje i uwiera już na samą myśl. Jeżeli w końcu uda się nam w ogóle zacząć, to boli nas tak bardzo pokonywanie siebie, uczenie się nowego, mozolne zdobywanie nowych umiejętności, że dostajemy zadyszki, frustrujemy się, denerwujemy i często… zatrzymujemy. Po prostu odpuszczamy, obiecując sobie jeszcze na osłodę, że wrócimy do tego jutro. A jutro nie nadchodzi… Oczywiście potem już krok tylko od podgryzania wiary w siebie i utyskiwania, że w gruncie rzeczy to nigdy nam się nic nie udaje. Ale możemy też, w momencie trudu i rozgoryczenia, po prostu złapać oddech, zwolnić na moment i… kontynuować. 

Na początku warto sporządzić plan, bo bez niego tracimy cel z horyzontu. Możemy nasz trudny cel, nasz długi “dystans biegacza” podzielić na mniejsze kawałki, na przykład etapy, albo tygodnie. I w niedzielę, po zrealizowaniu tygodniowego planu sowicie się wynagrodzić – nawet lodami Melba z bitą śmietaną! A od poniedziałku – po prostu pobiec dalej.
I kiedy tak minie jeden, dwa, może trzy tygodnie, kiedy spojrzymy wstecz i zobaczymy, że czas jakoś tak szybko minął, okaże się, że udało nam się już przebiec całkiem spory kawałek. 
A ta świadomość doda nam siły, aby pobiec dalej, z nową wiarą w siebie. Ale już w gotowości: na zadyszkę i przeszkody, które oczywiście się pojawią. I na to, że zawsze możemy zrezygnować, ale możemy też wysilić się, dać z siebie więcej, a potem cieszyć się przypływem endorfin i poczuciem, że życie jest piękne i ma sens.
Podejmujcie to, co nowe i trudne.
Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku.
A drugi, trzeci, dwudziesty… czynią z nas mistrza.

Wasza, w przypływie po-treningowych endorfin

Dorota

See You later jest blogiem poświęconym rozwojowi osobistemu. Tytuł "See you later", czyli do zobaczenia póżniej odnosi się głownie do moich doświadczeń osobistych oraz refleksji, jakie pojawiają się w mojej pracy. Jestem coachem rozwoju osobistego, wizerunku i rozwoju kariery, którą rozumiem jako profesjonalne działanie zgodne z misją życiową, własnymi pragnieniami i talentami. See You later!